Z wnętrza nazbyt plastikowej ramki
spogląda na
mnie dwójka dzieci
Rogi fotografii
bezceremonialnie sfatygował czas
Chłopiec w
bieli czule obejmuje siostrę
oboje unikają
wzroku fotografa
Ich
uśmiechnięte oczy zapatrzyły się w dal
Buciki i
fryzury jeszcze z tamtej epoki
Tylko ja wiem
i jeszcze parę
osób
kim jest tych
dwoje
Recepcja
wizerunków nastąpiła przed obiadem
a tuż po
porannych Zaduszkach
I tam zerkały
mimochodem zdjęcia
kazały czytać
się epitafia
Tym razem to
osoby fotografowane w pojedynkę
Ich twarze
ujęte w owalne ramy
patrzyły niemo
na mijanych przechodniów
prosząc o
jałmużnę pamięci
Przy jednym z
grobów
staruszka w
znoszonym prochowcu
z czułością
pielęgnowała swego męża
dawno już
nieobecnego
Tylko ta twarz
z fotografii
wywołująca
tkliwość w podstarzałych komorach serca
Jedynie ona wie
czyje te
czarno-białe oczy
i z jaką pasją
wodziły po jej konturach
Wyłącznie ona
Wiem że
przyjdzie znów jutro
pogłaszcze
ziemię
pokłóci z
wiatrem o znicz bez płomienia
Pobyłem z nią
ze trzy kwadranse
Wrócę dopiero
następnej jesieni
Tymczasem
zdjęcie z
dziećmi miarowo oddycha
po cichu
istnieje obok telefonu
i podręcznika
do włoskiego
Gdyby tak
ukradkiem zawieść te zdjęcia
na wystawę przy
końcu świata
byłyby nagie i
zawstydzone
od absolutnej
ignorancji
zdjęcia jakich
tysiące
w kufrach na
strychach
na krzyżach
marmurze
a jednak trwają
to tu to tam
przypominając
że
to wcale
niedługo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz