środa, 6 sierpnia 2014

zejścia


Z wnętrza nazbyt plastikowej ramki
spogląda na mnie dwójka dzieci
Rogi fotografii bezceremonialnie sfatygował czas
Chłopiec w bieli czule obejmuje siostrę
oboje unikają wzroku fotografa
Ich uśmiechnięte oczy zapatrzyły się w dal
Buciki i fryzury jeszcze z tamtej epoki

Tylko ja wiem
i jeszcze parę osób
kim jest tych dwoje
Recepcja wizerunków  nastąpiła przed obiadem
a tuż po porannych Zaduszkach

I tam zerkały mimochodem zdjęcia
kazały czytać się epitafia
Tym razem to osoby fotografowane w pojedynkę
Ich twarze ujęte w owalne ramy
patrzyły niemo na mijanych przechodniów
prosząc o jałmużnę pamięci

Przy jednym z grobów
staruszka w znoszonym prochowcu
z czułością pielęgnowała swego męża
dawno już nieobecnego
Tylko ta twarz z fotografii
wywołująca tkliwość w podstarzałych komorach serca  

Jedynie ona wie
czyje te czarno-białe oczy
i z jaką pasją wodziły po jej konturach
Wyłącznie ona
Wiem że przyjdzie znów jutro
pogłaszcze ziemię
pokłóci z wiatrem o znicz bez płomienia

Pobyłem z nią ze trzy kwadranse
Wrócę dopiero następnej jesieni

Tymczasem
zdjęcie z dziećmi miarowo oddycha
po cichu istnieje obok telefonu
i podręcznika do włoskiego

Gdyby tak ukradkiem zawieść te zdjęcia
na wystawę przy końcu świata
byłyby nagie i zawstydzone
od absolutnej ignorancji
zdjęcia jakich tysiące
w kufrach na strychach
na krzyżach marmurze

a jednak trwają
to tu to tam
przypominając że
to wcale niedługo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz