sobota, 20 września 2014

alfabet.



arogancji bylejakości cierpienia
deptania efekciarstwa
fałszu głodu hałasu
inwektyw jadu kakofonii
lenistwa łez marnotrawstwa
niewiary obojętności
paplaniny rozwiązłości swawoli
tępoty utyskiwania waśni

zostało z jak
za dużo. 

wędrowcy.



Bywają rozmaite drogi
donikąd dokądkolwiek przed siebie do celu

W ich przypadku to jest ta ostatnia
choć powtarzająca się najmniej co roku

Wcale nie mają po drodze
ani w pobliżu czy niedaleko

Muszą wyjść poza granice
własnego domu i małych ojczyzn

Idą na przekór słońcu wbrew kroplom
wędrują przez wzdłuż wokół…

Podążają z rozmaitych powodów
by nabrać sił, w potrzebie, dla kogoś, bo tak

Choć boli tu i ówdzie
raz silniej innym razem wcale

Pokonują kilometr za kilometrem
zostawiając za sobą kolejne drzewa i obłoki 

Wspomniałem przed chwilą że muszą coś zostawić
Najtrudniejsze na tej drodze to zostawić siebie. 

dlaczego.


bo myśli grzęzły w głowie
a może się co wykluje
w sposób znaczący z braku cierpliwości
a nuż nie przepadnie 
bo wierzba uprosiła dwornie
z powodu chwil kilku
bo głowa jeszcze kipi
z ciągłego niespełnienia
bo sens poobijany że żal patrzeć
dla tego który jest

może mimo wszystko warto
kto wie

środa, 27 sierpnia 2014

koegzystencja.



Do 79 wsiada dwóch młodzieńców 
Zajęciu miejsca towarzyszą słowa
na które wiersz nie wyrazi zgody

Nogi jak na złość nie chcą się zmieścić
w zawsze za ciasnych boksach
Jeden raczy pasażerów klekotliwą nutą
i nie jest to bynajmniej Haydn 
drugi gasi pragnienie poidłem z puszki   
Czynnościom
zwłaszcza pod adresem kierowcy
wtórują salwy obelg
Trójkolorowe czapki zdradzają
przynależność gatunkową

Po przeciwnej stronie też młody człowiek
Jego telefon drzemie w kieszeni
torba niezmącenie trwa na kolanach
Ów pasażer oddycha wręcz monotonnie 
a wzrok wędruje miarowo wzdłuż torów z liter

Niesforni chłopcy niebawem wysiądą
niezadługo
bo jeszcze na pożegnanie
by zaakcentować swą obecność
kasownikowi dadzą kuksańca
(zupełnie przypadkiem)
staruszkę o lasce trącą psotnie
a sufit uraczą emblematem klubu
swej szczenięcej miłości 

Ilość poszczególnych wersów zdradza
jak równolegle koegzystują dwa odległe sobie światy

A autobus?
pomknie przecież dalej
z pasażerami lekko speszonymi   


















źródło zdjęcia: www.flickr.com 

pewnego razu przy stole.


 
Kim jest ta w rogu po prawej
No ta ładna

Gdzie masz te ogórki

To nie wiedziałeś że Mietek się z żoną rozszedł

Jak ma na imię żona Sławka
No tego z Wałbrzycha
Ewa Grażyna tak Grażyna

Nalać wujowi soku

Ciocia do ciebie mówi
Tak słyszę
Żonaty od pół roku? Gratuluję
Moja córa nie mogła być

Dla mnie herbata
Podasz mi mleka
A ja muszę z cukrem

Ty a dlaczego nie ma Henia
Nie wiem czemu
Pożegnał się z matką wczoraj

No czas na nas
Cześć szwagier Jeszcze raz wyrazy współczucia

Przyjedźcie do nas
Muszę do ciebie wpaść w końcu 

Do zobaczenia wkrótce
Oby

niedziela, 24 sierpnia 2014

na ganku.



Siedzieli w pokoju owiniętym w mrok
Tylko sofa dawała znać o sobie konturami
Mogli ten czas spożytkować odmienniej
ot choćby
skonstruować słowa cięższe od ołowiu
albo naszykować rewolucji
Oni jednak
nie puścili w ruch cugli pożądania
darowali sobie wyrazy tłamszące ciszę 

Wybrali inaczej
w miejscu fanfaronady zagościła codzienność
patrzenie na śnieg wsłuchiwanie się w wieczór

Wybrali ganek
Na ganku zwykłość.