Starość
zaczyna swój dzień bardzo wcześnie. Około szóstej zapala nocną lampkę i usiłuje
wygrzebać z fiolki trzy kolorowe pastylki – jedną na serce, drugą na cukrzycę,
a trzecią ... na wszelki wypadek. Potem staruszka usiłuje jeszcze zamknąć
powieki, ale za niecałe pół godziny podrepta do łazienki. Mozolnym ruchem
odsłoni zakurzone firanki i zaprosi nowy dzień do wnętrza małego świata. Od
razu przyjemniej. Promienie porannego słońca lekko usadowią się na ścieżkach
zmarszczek.
Po ślimaczej toalecie warto byłoby
pomyśleć o śniadaniu; wczorajsze kromki chleba, pozostawione po kolacji, nadają
się jedynie na posiłek dla wróbli. Okno z oporem daje się otworzyć – teraz
okruszki i odłamki pieczywa posłusznie wędrują na parapet i przy okazji do ogródka.
Starość poszukuje w przedpokoju wełnianej,
granatowej siatki, by móc przynieść potrzebne artykuły. Jeszcze tylko chustkę
uwiązać i można iść. Tylko gdzie leżą klucze od mieszkania ...?
Na ulicy sąsiad z kamienicy obok z daleka
maluje na twarzy uśmiech powitania. Staruszka rewanżuje się uprzejmym
skinieniem głowy i potupie po chodniku swym jednostajnym, pełnym powagi
krokiem. Starość co chwilę musi przystanąć, oprzeć drobną postać na brązowej lasce
i popatrzeć wokół. W obliczu rodzącej się do życia wiosny oczy starowinki –
pomimo lat trosk i doświadczeń – zaznają spokoju i zaiskrzą się w kierunku
tulipanów rosnących nieopodal.
W sklepie, w którym codziennie kupuje,
także spotka ją uprzejmość. Do torby powędrują ciepłe bułeczki, kawałek masła i
ulubiony dżem. A po śniadaniu czas szybko mija. Zanim się człowiek obejrzy a
już obiad przyrządzać. Dziś wnuki nie przyjdą – wypoczywają z rodzicami na
działce, więc pozostaje ugotować parę kartofli dla siebie. Zamrażarka przypomni
się, że chowa w sobie kawałek mięsa.
Starość z trudem i powoli, aczkolwiek
dostojnie, będzie kroić porcję mięsa na drobne kawałki. Wtedy łatwiej będzie
pogryźć.
Oczy staruszki jeszcze przed ulubionym
serialem w telewizji zawisną na chwilę na kuchennym kalendarzu. Czy dzisiaj nie
przychodzi przypadkiem długo oczekiwana renta? Nie, dopiero za trzy dni; a
przecież w wytartej portmonetce nie ma już czego szukać.
Popołudnie starość spędzi w sennym fotelu,
co jakiś czas zerkając na telewizor, to znów próbując rozszyfrować małe literki
w krzyżówce.
Przed wieczorem trzeba jeszcze koniecznie
zakroplić oczy. Ach, żeby nie zapomnieć zasłonić okien – westchnęła starość i
typowym dla siebie krokiem powędrowała na drugi koniec pokoju, by zamknąć
kolejny rozdział z jej życia.
Starość bywa nieznośna. Schorowane nogi i
rozkołatane serce nierzadko spowodują niecierpliwość i grymas na twarzy. W
tramwaju zaś milczącą pretensją dopomni się o ustąpienie miejsca.
Starość często nie wyda się pogodna, będzie zawadzać i stanie się ciężarem. Niekiedy jednak warto zatrzymać się na moment w parku i popatrzeć za przechodzącą po ścieżce starością. Tchnie z niej pokój i światło z poczucia dobrze przeżytych lat. Wtedy dobrze jest uczyć się od niej życia i ... poczekać na własną starość, by przekonać się, że wcale nie musi być brzydka.