sobota, 3 stycznia 2015

Staruszka




Starość zaczyna swój dzień bardzo wcześnie. Około szóstej zapala nocną lampkę i usiłuje wygrzebać z fiolki trzy kolorowe pastylki – jedną na serce, drugą na cukrzycę, a trzecią ... na wszelki wypadek. Potem staruszka usiłuje jeszcze zamknąć powieki, ale za niecałe pół godziny podrepta do łazienki. Mozolnym ruchem odsłoni zakurzone firanki i zaprosi nowy dzień do wnętrza małego świata. Od razu przyjemniej. Promienie porannego słońca lekko usadowią się na ścieżkach zmarszczek.
     Po ślimaczej toalecie warto byłoby pomyśleć o śniadaniu; wczorajsze kromki chleba, pozostawione po kolacji, nadają się jedynie na posiłek dla wróbli. Okno z oporem daje się otworzyć – teraz okruszki i odłamki pieczywa posłusznie wędrują na parapet i przy okazji do ogródka.
     Starość poszukuje w przedpokoju wełnianej, granatowej siatki, by móc przynieść potrzebne artykuły. Jeszcze tylko chustkę uwiązać i można iść. Tylko gdzie leżą klucze od mieszkania ...?
     Na ulicy sąsiad z kamienicy obok z daleka maluje na twarzy uśmiech powitania. Staruszka rewanżuje się uprzejmym skinieniem głowy i potupie po chodniku swym jednostajnym, pełnym powagi krokiem. Starość co chwilę musi przystanąć, oprzeć drobną postać na brązowej lasce i popatrzeć wokół. W obliczu rodzącej się do życia wiosny oczy starowinki – pomimo lat trosk i doświadczeń – zaznają spokoju i zaiskrzą się w kierunku tulipanów rosnących nieopodal.
     W sklepie, w którym codziennie kupuje, także spotka ją uprzejmość. Do torby powędrują ciepłe bułeczki, kawałek masła i ulubiony dżem. A po śniadaniu czas szybko mija. Zanim się człowiek obejrzy a już obiad przyrządzać. Dziś wnuki nie przyjdą – wypoczywają z rodzicami na działce, więc pozostaje ugotować parę kartofli dla siebie. Zamrażarka przypomni się, że chowa w sobie kawałek mięsa.
     Starość z trudem i powoli, aczkolwiek dostojnie, będzie kroić porcję mięsa na drobne kawałki. Wtedy łatwiej będzie pogryźć.
     Oczy staruszki jeszcze przed ulubionym serialem w telewizji zawisną na chwilę na kuchennym kalendarzu. Czy dzisiaj nie przychodzi przypadkiem długo oczekiwana renta? Nie, dopiero za trzy dni; a przecież w wytartej portmonetce nie ma już czego szukać.
     Popołudnie starość spędzi w sennym fotelu, co jakiś czas zerkając na telewizor, to znów próbując rozszyfrować małe literki w krzyżówce.
     Przed wieczorem trzeba jeszcze koniecznie zakroplić oczy. Ach, żeby nie zapomnieć zasłonić okien – westchnęła starość i typowym dla siebie krokiem powędrowała na drugi koniec pokoju, by zamknąć kolejny rozdział z jej życia.
     Starość bywa nieznośna. Schorowane nogi i rozkołatane serce nierzadko spowodują niecierpliwość i grymas na twarzy. W tramwaju zaś milczącą pretensją dopomni się o ustąpienie miejsca.

Starość często nie wyda się pogodna, będzie zawadzać i stanie się ciężarem. Niekiedy jednak warto zatrzymać się na moment w parku i popatrzeć za przechodzącą po ścieżce starością. Tchnie z niej pokój i światło z poczucia dobrze przeżytych lat. Wtedy dobrze jest uczyć się od niej życia i ... poczekać na własną starość, by przekonać się, że wcale nie musi być brzydka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz