środa, 27 sierpnia 2014

koegzystencja.



Do 79 wsiada dwóch młodzieńców 
Zajęciu miejsca towarzyszą słowa
na które wiersz nie wyrazi zgody

Nogi jak na złość nie chcą się zmieścić
w zawsze za ciasnych boksach
Jeden raczy pasażerów klekotliwą nutą
i nie jest to bynajmniej Haydn 
drugi gasi pragnienie poidłem z puszki   
Czynnościom
zwłaszcza pod adresem kierowcy
wtórują salwy obelg
Trójkolorowe czapki zdradzają
przynależność gatunkową

Po przeciwnej stronie też młody człowiek
Jego telefon drzemie w kieszeni
torba niezmącenie trwa na kolanach
Ów pasażer oddycha wręcz monotonnie 
a wzrok wędruje miarowo wzdłuż torów z liter

Niesforni chłopcy niebawem wysiądą
niezadługo
bo jeszcze na pożegnanie
by zaakcentować swą obecność
kasownikowi dadzą kuksańca
(zupełnie przypadkiem)
staruszkę o lasce trącą psotnie
a sufit uraczą emblematem klubu
swej szczenięcej miłości 

Ilość poszczególnych wersów zdradza
jak równolegle koegzystują dwa odległe sobie światy

A autobus?
pomknie przecież dalej
z pasażerami lekko speszonymi   


















źródło zdjęcia: www.flickr.com 

pewnego razu przy stole.


 
Kim jest ta w rogu po prawej
No ta ładna

Gdzie masz te ogórki

To nie wiedziałeś że Mietek się z żoną rozszedł

Jak ma na imię żona Sławka
No tego z Wałbrzycha
Ewa Grażyna tak Grażyna

Nalać wujowi soku

Ciocia do ciebie mówi
Tak słyszę
Żonaty od pół roku? Gratuluję
Moja córa nie mogła być

Dla mnie herbata
Podasz mi mleka
A ja muszę z cukrem

Ty a dlaczego nie ma Henia
Nie wiem czemu
Pożegnał się z matką wczoraj

No czas na nas
Cześć szwagier Jeszcze raz wyrazy współczucia

Przyjedźcie do nas
Muszę do ciebie wpaść w końcu 

Do zobaczenia wkrótce
Oby

niedziela, 24 sierpnia 2014

na ganku.



Siedzieli w pokoju owiniętym w mrok
Tylko sofa dawała znać o sobie konturami
Mogli ten czas spożytkować odmienniej
ot choćby
skonstruować słowa cięższe od ołowiu
albo naszykować rewolucji
Oni jednak
nie puścili w ruch cugli pożądania
darowali sobie wyrazy tłamszące ciszę 

Wybrali inaczej
w miejscu fanfaronady zagościła codzienność
patrzenie na śnieg wsłuchiwanie się w wieczór

Wybrali ganek
Na ganku zwykłość.


środa, 6 sierpnia 2014

kamień po kamieniu



Widziałem ich wszędzie
Dążą starają się usiłują
a kiedy już wreszcie
po skończonym i tym niekończącym się
z podziwem popatrzą na wykonane 
i wystawią twarz ku słońcu
Właśnie wtedy niespodzianie
w mgnieniu oka
przez parę godzin
na łące w gabinecie
gdzieś w tłumie ot tak zwyczajnie
Ich karkołomne wysiłki
ktoś lub coś obróci w popiół

Prawda że proste
historie z nieprostymi prawdami
jakich tysiące
wszak było to wczoraj zdarzyło się dzisiaj

a jutro
promienie obudzą niemrawe ściany
zieleń drzew wciąż będzie trwała
a zmoknięte gołębie wrócą z gałązką

już jutro i
jakkolwiek.

zejścia


Z wnętrza nazbyt plastikowej ramki
spogląda na mnie dwójka dzieci
Rogi fotografii bezceremonialnie sfatygował czas
Chłopiec w bieli czule obejmuje siostrę
oboje unikają wzroku fotografa
Ich uśmiechnięte oczy zapatrzyły się w dal
Buciki i fryzury jeszcze z tamtej epoki

Tylko ja wiem
i jeszcze parę osób
kim jest tych dwoje
Recepcja wizerunków  nastąpiła przed obiadem
a tuż po porannych Zaduszkach

I tam zerkały mimochodem zdjęcia
kazały czytać się epitafia
Tym razem to osoby fotografowane w pojedynkę
Ich twarze ujęte w owalne ramy
patrzyły niemo na mijanych przechodniów
prosząc o jałmużnę pamięci

Przy jednym z grobów
staruszka w znoszonym prochowcu
z czułością pielęgnowała swego męża
dawno już nieobecnego
Tylko ta twarz z fotografii
wywołująca tkliwość w podstarzałych komorach serca  

Jedynie ona wie
czyje te czarno-białe oczy
i z jaką pasją wodziły po jej konturach
Wyłącznie ona
Wiem że przyjdzie znów jutro
pogłaszcze ziemię
pokłóci z wiatrem o znicz bez płomienia

Pobyłem z nią ze trzy kwadranse
Wrócę dopiero następnej jesieni

Tymczasem
zdjęcie z dziećmi miarowo oddycha
po cichu istnieje obok telefonu
i podręcznika do włoskiego

Gdyby tak ukradkiem zawieść te zdjęcia
na wystawę przy końcu świata
byłyby nagie i zawstydzone
od absolutnej ignorancji
zdjęcia jakich tysiące
w kufrach na strychach
na krzyżach marmurze

a jednak trwają
to tu to tam
przypominając że
to wcale niedługo.