Powiadają o nim już od zarania
i
zapewne mówić się będzie dopokąd będzie istniał
Najczęściej
bywa niesforny
chodzi
– dosłownie – swoimi drogami
częściej
jednak płynie ucieka przemija bezpowrotnie
Nie
da się go odwiesić jak słomkowego kapelusza
Nie
można go zawrócić ani zatrzymać
Sprawia
że nie tylko książka traci swój dawny urok
ale
i koleżanka spod trzepaka i twarz w lustrze
Zaprząta
głowę autorom maksym
Narzuca
wolę dyktuje warunki
Bywa
że goni i tak zagonionych
Niektórzy
nim szastają na prawo i lewo
w
kolejkach autobusach na kłótnie zbyt głośne
Nieszczególnie
wiedzą co z nim zrobić
Są
i ci z poważną miną. Otwierają nabożnie kalendarz
by
móc opędzać się słowami:
Później
nie teraz wkrótce za tydzień
Niektórzy
się z nim szamocą próbują oszukać
wcierając
w ciało kremy na i przeciw
Inni
oszczędzają minuty parę godzin dzień cały
skrzętnie
odkładając w portfelu możliwości
Potem
słusznie z dumą mówią – nic mi nie umknęło
Nie
jest więc jeszcze wcale tak tragicznie
Ślubna
fotografia chwyciła go za rękę i nie puści
Poczciwa
staruszka uśmiecha się doń figlarnie każdego ranka
Rosnąca
w ogrodzie jabłoń i wróble-balkonowi goście
wcale
go nie zauważają zbyt zajęci życiem
Mówią
że umiejętnie pielęgnuje rany
Uchodzi
za jednoznacznik płatniczych środków
A
kto go ma na swój sposób jest zamożny
Próbowałem
o nim opowiedzieć kiedyś
I
straciłem z oczu chcąc zgrabnie poukładać w słowach
A
dziś
Co
się takiego stało że wreszcie jest
Nie
powiedział
Po
prostu przycupnął sobie po lipcowemu i na razie planuje zostać
Każda
rzecz ma swój czas mówi o nim Mędrzec
Pocałunek
odrzucenie
nawet
pośpiech
i
koniec
wiersza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz