czwartek, 17 lipca 2014

o wielkości niezależnej



Powiadają o nim już od zarania 
i zapewne mówić się będzie dopokąd będzie istniał

Najczęściej bywa niesforny
chodzi – dosłownie – swoimi drogami
częściej jednak płynie ucieka przemija bezpowrotnie

Nie da się go odwiesić jak słomkowego kapelusza
Nie można go zawrócić ani zatrzymać
Sprawia że nie tylko książka traci swój dawny urok
ale i koleżanka spod trzepaka i twarz w lustrze
Zaprząta głowę autorom maksym
Narzuca wolę dyktuje warunki
Bywa że goni i tak zagonionych

Niektórzy nim szastają na prawo i lewo
w kolejkach autobusach na kłótnie zbyt głośne
Nieszczególnie wiedzą co z nim zrobić
Są i ci z poważną miną. Otwierają nabożnie kalendarz
by móc opędzać się słowami:
Później nie teraz wkrótce za tydzień
Niektórzy się z nim szamocą próbują oszukać
wcierając w ciało kremy na i przeciw  
Inni oszczędzają minuty parę godzin dzień cały
skrzętnie odkładając w portfelu możliwości
Potem słusznie z dumą mówią – nic mi nie umknęło

Nie jest więc jeszcze wcale tak tragicznie
Ślubna fotografia chwyciła go za rękę i nie puści
Poczciwa staruszka uśmiecha się doń figlarnie każdego ranka
Rosnąca w ogrodzie jabłoń i wróble-balkonowi goście
wcale go nie zauważają zbyt zajęci życiem 
Mówią że umiejętnie pielęgnuje rany
Uchodzi za jednoznacznik płatniczych środków 
A kto go ma na swój sposób jest zamożny  

Próbowałem o nim opowiedzieć kiedyś
I straciłem z oczu chcąc zgrabnie poukładać w słowach

A dziś
Co się takiego stało że wreszcie jest
Nie powiedział
Po prostu przycupnął sobie po lipcowemu i na razie planuje zostać

Każda rzecz ma swój czas mówi o nim Mędrzec
Pocałunek odrzucenie
nawet pośpiech
i koniec
wiersza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz