W
większym mieście nieopodal galerii
stał
podniebny budynek z siedemnastowiecznej cegły
Miewał
różnych właścicieli
przechodził
z rąk jednych w inne
bo
cele ludzkie bywają kapryśne
Wiek
XIX na przykład nie był mu przychylny
–
umieścił w nim magazyn remizę a nawet zakład oczyszczania
W
XX stuleciu pełnił już funkcję znacznie szlachetniejszą
Tuż
przed dwunastą w miniony wtorek
mijali
go ludzie ze stron zachodniej i południowej
jegomość
w garniturze bez zarzutu
i
staruszka ciągnąca niesforną wnuczkę
Szli
też dwaj chłopcy gwiżdżący wakacyjnie
dalej
stał mężczyzna upychając w dłonie pstrokate ulotki
pod
arkadami dreptały pospiesznie głodne gołębie
W
ciągu paru kwadransów
budynek
zwrócił sobą uwagę zaledwie trzech osób
Mniejsza
o ich opis
Z
pewnością nie były spokrewnione
a
ilości zmarszczek w kącikach oczu zdradzały różnice w wieku
Co
zajmujące
nie
były ciekawe mchu chyłkiem rosnącego na sztabkach cegieł
ani
fasady budynku rzeźby nad drzwiami
nasi
trzej bohaterowie zdali się bryły budynku nie zauważać wcale
Weszli
natomiast pośpiesznie do środka
zostawiając
za sobą gwarną ulicę i łańcuchy przechodniów
Pobliski
chodnik musiał się bez nich chwilowo obyć
Telefon
poczekać i powrót do spraw pilnych
Coś
długo ich nie było
………………………….
Pamiętam
że drzwi wejściowe otwierali dość prędko
Wychodzili
niespiesznie
Przedtem
ich twarze były raczej surowe i napięte
kroki
stanowcze sylwetki żołnierskie
Teraz
zaś szli swobodnie
a
uśmiech mimowolnie zdobił ich usta
Co
się takiego stało usiłowałem zrozumieć
Czy
przyniósł im ulgę chłód wnętrza w skwarny dzień
A
może chwila przerwy w zagonionym dniu
albo
coś jeszcze co wymyka się sensownym przesłankom
Wśród
naglącego tłumu nie znalazłem jednak nikogo
kto zastanawiałby się nad tym samym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz